O pisarstwie z wysokim procentem - wywiad z Łukaszem Gołębiewskim

  • Dodano: 01.06.2020

***

 

Mariola Olejniczak

Łukasz Gołębiewski

 

Zdjęcie z archiwum prywatnego Łukasza Gołębiewskiego
 

Łukasz Gołębiewski – absolwent wydziału Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim oraz enologii na Wydziale Farmacji Uniwersytetu Jagiellońskiego. Poeta, prozaik, krytyk, wydawca i dziennikarz – pisał do dzienników „Życie Codzienne” i „Rzeczpospolita”. Występował zawodowo pod pseudonimami Krzysio Isztar i K.I. Sider. W latach 2000-2017 prezes zarządu spółki Biblioteka Analiz Sp. z o.o. Od 1998 wydawca miesięcznika "Magazyn Literacki Książki", a od 2000 dwutygodnika "Biblioteka Analiz". Obecnie prowadzi największy w Polsce serwis poświęcony mocnym alkoholom Spiritis.com.pl. Uznawany za eksperta w dziedzinie mocnych alkoholi, jako juror wielokrotnie brał udział w konkursach win i mocnych trunków w Polsce i za granicą. Redaktor naczelny i wydawca dwumiesięcznika o mocnych alkoholach "Aqua Vitae".


 

M.O. Masz bardzo bogate i różnorodne doświadczenie zawodowe, ale gdybyś miał powiedzieć w trzech słowach, kim jest Łukasz Gołębiewski?

Ł.G. Kilka razy wywracałem moje życie do góry nogami, ale zawsze miałem możliwość utrzymywania się z robienia tego, co lubię. Lubię zmiany, lubię ciągły ruch, nie umiem odpoczywać. Radość sprawia mi za każdym razem powrót do domu pełnego kotów, traktują mnie jak kolegę, dużego kota, z którym można się powygłupiać, a który na dodatek zadba i nakarmi. Także mogę o sobie powiedzieć nawet w dwóch słowach: „koci tata”. A reszta – dzisiaj tu, jutro tam i wszystko płynie, pantha rei.

 

 

Zdjęcie z archiwum prywatnego Łukasza Gołębiewskiego

M.O. Jesteś pisarzem dość uniwersalnym. Pisujesz w różnych rodzajach literackich i na przeróżne tematy skąd czerpiesz inspirację?

Ł.G. Najczęściej z życia własnego i innych, czyli z nasłuchiwania, podglądania i refleksji. Czasami z historii, malarstwa, muzyki, innych książek. Uwielbiam styl narracji Nabokova i Grassa, ale lubię też prosto opowiedziane historie, gdzie fabuła nie tonie w iloczynach dygresji (jak choćby u Grassa). Poza tym jestem zawodowym pisarzem, co oznacza, ze często siadam i piszę bez inspiracji, lecz na zamówienie.

 

M.O. Dorastając młodzi chłopcy chcą być strażakami, policjantami… piratami, a jak było z Tobą, ten plan na bycie pisarzem był w twojej głowie już za dziecięcych lat, czy może pojawił się później?

Ł.G. Pojawił się dość wcześnie, na pewno już w liceum. Zacząłem wtedy pisać – oczywiście wiersze, opowiadania, ale też pierwsze próby większych pozycji. Bardzo dużo czytałem, czytanie literatury pozwala poznać sztukę narracji, uważam, że umiejętność opowiadania historii jest najważniejsza w pisarstwie. Oczywiście także zmyślania historii. Zawsze utrzymywałem się z pisania, jeszcze zanim rozpocząłem studia, już byłem etatowym dziennikarzem.

 

M.O. W roku 2008 otrzymałeś nadaną przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznakę "Zasłużony dla Kultury Polskiej", myślałeś, kiedy, że Twoja pisarska działalność przyniesie taki „owoc”?

Ł.G. Nie sądzę żeby to miało duże znaczenie. Tak naprawdę ocenę pisarzowi wystawiają czytelnicy, to im mają się podobać książki, a uznanie ministra to rzecz drugorzędna.

 

M.O. Co ciekawe, wspomniane odznaczenie otrzymałeś w rok po ukazaniu się powieści "Xenna moja miłość", która przez wielu była uznana, jako skandalizująca. Dlaczego w ten sposób ją określano?

Ł.G. Bo jest tam dużo scen erotycznych, a powieść wyszła jeszcze przed "50 twarzami Greya", jeszcze byliśmy bardziej purytańscy. Dzisiaj moja "Xenna" to książka dla grzecznych dziewczynek, dzisiaj literatura epatuje seksem aż do obrzydzenia.

 

M.O. Na stronie internetowej pod tym samym tytułem, można znaleźć alternatywne zakończenie powieści. Przyznam, że ja po raz pierwszy spotkałam się z takim zabiegiem, skąd ten plan?

Ł.G. To była inicjatywa czytelniczek, pisały, że zakończenie takie smutne, że on jej nie chce, a ona go kocha… Alternatywne zakończenie nie było moją propozycją. Ale takie zabiegi autorskie są w literaturze znane, choćby u Janusza L. Wiśniewskiego w jego kolejnym wydaniu "Samotności w sieci".

 

M.O. Odchodząc trochę od tematu… jeszcze nie tak dawno, przez pandemię, wiele inicjatyw, spotkań i działań kulturalnych odwołano, czy Ciebie też to w jakiś sposób dotknęło?

Ł.G. Oczywiście, dotknęło jak każdego. Organizuję degustacje alkoholi, to są spotkania w barach, a bary zamknięto… Ale znalazłem rozwiązanie, teraz organizuję nawet więcej degustacji, tyle, że wirtualnie. W każdej trudnej sytuacji można się odnaleźć, dokąd starczy zdrowia i pomysłów.

 

M.O. Patrząc na okres kwarantanny społecznej można było dostrzec wzmożoną inicjatywę najróżniejszych inicjatyw w sieci. Internet, portale społecznościowe już od dawna dominują w codzienności wielu osób a gdzie w tym wszystkim jest miejsce na książki? Czy sądzisz, że era książek się kończy?

Ł.G. Nie sądzę, nie ma powodu, żeby ludzie nie chcieli dobrze opowiedzianych historii. Czy do czytania w formie papierowej, czy na ekranie, to już inna sprawa. Książka, jako biznes, jest w słabej kondycji, w coraz gorszej.

 

M.O. Co Ciebie skłoniło do zmiany w pisarstwie, bo wydaje mi się, że obecnie pisanie powieści odłożyłeś na bok? To kwestia rynku, popytu… czy zwyczajnie potrzeba pisarskiej zmiany?

Ł.G. Brak czasu. Ale w tym roku ukazała się moja nowa powieść, po długiej przerwie "3M – miasto, mafia & miłość". Piszę bardzo dużo, wydaję co roku co najmniej jedną książkę o mocnych alkoholach, redaguję czasopismo, prowadzę degustacje i szkolenia, brakuje mi czasu na literaturę…

 

M.O. Nawiązując do pisanych przez Ciebie powieści, w wielu z nich przeplatały się tematy związane z subkulturą punkową: muzyką, koncertami czy festiwalami np. jarocińskim, często pisałeś też w sposób mogący sugerować, że jesteś zarówno autorem, narratorem czy głównym bohaterem. Ostatnimi czasy jednak Twoja twórczość skupia się na tworzeniu monografii trunków, nie brakuje Ci tamtej formy pisarskiej?

Ł.G. Nie brakuje. Jak powiedziałem na początku, lubię zmiany, nie przywiązuję się też do nawyków. Robię to, co lubię. Bardziej lubię alkohol, niż punk rocka, więc teraz więcej czasu poświęcam piciu (śmiech). Przyjdzie jednak dzień, kiedy znów wszystko wywrócę do góry nogami.

 

M.O. Czym chcesz zaskoczyć swoich czytelników… zdradź nam pracujesz nad czymś nowym?

Ł.G. Pracuję nad książką literacką, która by była opowieścią o winie, o winnicach, o ludziach, którzy robią wino w różnych częściach świata.

 

M.O. Podróżujesz sporo zarówno po kraju jak i poza jego granicami, czy w czasie tych wyjazdów zwiedzasz, bywasz w muzeach, galeriach?

Ł.G. Oczywiście, zawsze. Muzea, galerie także są miejscami inspirującymi. Moja książka „Widzenia mistrza Hieronima” narodziła się w galeriach, moja książka "Krzyk Kwezala" nie powstałaby bez wizyt w muzeach.


M.O. Czy jest jakieś miejsce związane z szeroko rozumianą kulturą, do którego nie udało Ci się jeszcze dotrzeć a które chciałabyś odwiedzić? Rzecz jasna poza Muzeum Pierwszych Piastów… oczywiście żartuję!

Ł.G. W kwietniu miałem lecieć do Jerez, przez koronawariactwo nie poleciałem. Także jak wszystko się uspokoi, to najpierw Jerez. Muzeum Pierwszych Piastów odwiedziłem i uważam, że świetnie potraficie łączyć opowieść o historii, z oczekiwaniami współczesnego odbiorcy, w tym zwłaszcza młodzieży. Oby takich miejsc było jak najwięcej.

 

M.O. O! to bardzo miłe zaskoczenie, nie spodziewałam się, że odwiedziłeś już nasze muzeum i tym bardziej cieszę się i dziękuję za dobre słowo. A może masz jakieś miejsce, które wywarło na Ciebie silny wpływ, zainspirowało do działania, które wspominasz, jako to wyjątkowe?

Ł.G. Wiele jest takich miejsc. Niezwykłe wrażenie zrobiła na mnie japońska gościnność, uwielbiam surowość Szkocji i Irlandii, te pagórkowate krajobrazy, krowy z grzywkami, strumienie i skały, fantastycznie jest płynąć rzeka Douro, byłem w amazońskiej dżungli oraz w lasach tropikalnych Meksyku, lubię wracać do Gruzji, kocham Węgry z ich kuchnią pełną aromatycznej papryki, i tak dalej… Jest na świecie bardzo wiele fantastycznych miejsc.

 

Zdjęcie z archiwum prywatnego Łukasza Gołębiewskiego

M.O. Czym dla Ciebie jest pisanie - pasją, pracą, sposobem na życie… a może czymś jeszcze innym?

Ł.G. Pracą, pasją, sposobem na życie… Tak, jest tym wszystkim. I może jeszcze czymś, o czym nie wiem (śmiech).

 

M.O. Pytanie z przymrużeniem oka, czy myślałeś kiedyś o napisaniu czegoś, co główną akcję będzie miało osadzoną w… muzeum?

Ł.G. Nie, bo w muzeum wszystko jest poukładane, wszystko tworzy zamkniętą koncepcyjnie przestrzeń, a ja lubię patrzeć na krajobraz z lotu ptaka, nie dbając o detale tak ważne w muzeum.

 

M.O. Może nie zawsze wszystko jest tak poukładane, jak się wydaje (śmiech). Dziękuję za rozmowę!


 

Łukaksz Gołębiewski wydał zbiór wierszy i opowiadań pt. „Naprzód. Symbole, kolory i rytmy” oraz powieści „Xenna moja miłość”, „Krzyk Kwezala" (powieść historyczna o upadku miasta Tenochtitlán) oraz rozgrywającą się we współczesnym Meksyku powieść pt. „Bandyci Rodriguez”. Pisał również o literaturze i kulturze cyfrowej, czego przykładem może być eseistyczna książka pt. "Śmierć książki. No Future Book". W 2014 roku wydał monografię Wódka, prezentującą historię trunku i najważniejszych światowych marek.